Lenistwo powszednie

Lenistwo, prokrastynacja, brak motywacji

Jak wiemy, lenistwo niejedno ma imię, ponieważ „nic nie robić” też można na wiele sposobów. I może różne są drogi, ale efekt często ten sam – pustka w umyśle i stracony czas.

Lenistwo można w skrócie nazwać marnowaniem czasu lub jego złą organizacją, charakteryzującą się najczęściej wykonywaniem czynności zbędnych przy zaniechaniu działań istotnych. Nie jest to stan chorobowy, a przeciwnie – dostrzegalny i podlegający racjonalnej kontroli. Mimo to, trudno oprzeć się wrażeniu, iż lenistwo wkrada się nieraz niepostrzeżenie, znieczulając, „podchodząc” nas i niszcząc ustalony wcześniej plan. Kilka psychologicznych odniesień może rzucić nieco światła na ten tajemniczy proces.

 

Zmęczenie jako prolog

Nim rozważymy inne możliwości, warto zająć się pierwszą pułapką. I nie chodzi tu wcale o samo zmęczenie, ale o nieumiejętność bądź brak możliwości właściwego odpoczynku. Życie w szybkim tempie i/lub stresie skutkuje przeżywaniem stanów wyczerpania psychicznego. Nierzadko zdarza się, że teoretycznie wypoczęci (po odpoczynku lub nawet z samego rana) stajemy przed kolejnym zadaniem do wykonania, lecz nie czujemy się na siłach by ruszyć do pracy. Ciało jest sprawne i nieobciążone wyczerpującymi czynnościami, za to umysł bez ładu i składu przetwarza szeregi napotkanych bodźców, pomijając przy tym mniej przyjemne skojarzenia. Bardzo prawdopodobne, że rzucamy wtedy od czasu do czasu okiem na telefon lub ekran komputera. Towarzyszy nam niejasne uczucie mentalnego wyczerpania i niechęć do podjęcia aktywności.

W powyższej i podobnych sytuacjach, których punktem wspólnym jest dziwny stan zmęczenia, niechęci, niegotowości do podjęcia zaplanowanego czy koniecznego wysiłku, dobrą obroną zdaje się atak. Już podniesienie ciała z wygodnego fotela czy kanapy rozpoczyna proces wychodzenia z fazy odrętwienia. Ruch w naturalny sposób pobudza organizm i pozwala doświadczyć skuteczności własnego działania. Jeżeli podejmiemy trud przyzwyczajenia się do regularnego ruchu, powstanie z miejsca po odpoczynku stanie się czymś naturalnym. Odpoczynek zaś warto zaplanować z zachowaniem pewnej dyscypliny. Dobrze przecież wiemy, jak najczęściej kończy się np. bezwiedne „zagapienie się” na jakiś program w telewizji, którego wcześniej wcale nie zamierzaliśmy oglądać. Przy wybieraniu formy odpoczynku powinniśmy zatem, prócz własnych preferencji, uwzględnić naturalną skłonność do rozleniwiania się, towarzyszącą biernym sposobom wykorzystywania wolnego czasu.

 

Pętla prokrastynacji

Prokrastynacją nazywamy zwlekanie z wykonaniem danego zadania, pomimo świadomości, iż nie jest to dobre wyjście z sytuacji, a nawet może pociągnąć za sobą całkiem nieprzyjemne konsekwencje. Różne jej odsłony łączy zawsze skutek w postaci mniej lub bardziej opóźnionego podjęcia zaplanowanych czynności. Przypuśćmy, że na przykład dopadła nas miłym popołudniem. Właśnie ukończyliśmy inne zajęcia i wiemy dobrze, że już czas skłonić się do większego wysiłku, prawdopodobnie dość monotonnego czy w inny sposób pozbawionego atrakcyjności. Niestety czujemy, że nie bardzo możemy zabrać się do tej solidnej pracy, choć nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań. Pojawia się natomiast lekki paraliż. Paraliż ten ma charakter całkiem względny, gdyż gdyby nagle wybuchł pożar lub ktoś długo oczekiwany niespodziewanie wpadł z wizytą, z pewnością znaleźlibyśmy dość siły by poderwać się z miejsca i nie byłoby to poprzedzone nawet zwięzłym rozważaniom. Tymczasem, ponieważ żadna z tych rzeczy się nie dzieje, zaczynamy powoli rozpatrywać możliwości. Przebywamy w rozkosznym bezczasie – cudownym miejscu, w którym decyzją staje się brak decyzji. Bardziej odpowiedzialni lub bardziej uparci z nas (bądź ci, którzy próbują dokonać czegoś po wielu nieudanych próbach) widzą wkrótce na horyzoncie niepokojące widmo nadchodzącego egzaminu, uroczystości wymagających przygotowań czy innych zbliżających się terminów. Ostatecznie zapada uspokajająca decyzja o podjęciu aktywności. W tym momencie powraca jednak pokusa spędzenia jeszcze kilku więcej chwil w bezczasie, tak pojemnym, że przebywając w nim można spokojnie zaangażować się w inne, naszym zdaniem ważne działania (np. czytanie, gdy mieliśmy myć okna, czy też mycie okien, gdy akurat mieliśmy coś przeczytać). Gdy już ukończyliśmy lub porzuciliśmy dane zadanie po raz kolejny uznajemy, że warto jednak zrobić to co trzeba. Zaczynamy planować bardziej szczegółowo, w międzyczasie rzucając okiem na telefon czy tablet. Po minucie, godzinie lub kilku jesteśmy przygotowani do działania, lecz w tym właśnie momencie nasza niechęć osiąga swoje apogeum. Mentalnie przebyliśmy już całą drogę i nie była szczególnie interesująca, więc teraz albo ruszymy z wolna, nieraz lekko poirytowani do pracy (ze świadomością bezpowrotnie utraconego czasu), albo poczekamy jeszcze chwilkę i zobaczymy, że nic już nie jest zajmujące – ani praca, ani bezczas, bo na wszystko zabrakło ostatecznie ochoty.

Sposoby radzenia sobie ze skłonnością do prokrastynacji opierają się na wykorzystywaniu różnych pomysłowych technik. W tym obszarze można wykazać się również własną kreatywnością i wymyślić sposób najlepiej dopasowany do indywidualnych upodobań. Jednak aby takie działania miały szansę powodzenia potrzebny jest odpowiedni poziom motywacji. To zaś prowadzi do pytania o właściwy cel, jaki sobie stawiamy. Być może nie potrafimy go zidentyfikować i sami nie wiemy jaki jest rzeczywisty powód ciągłego odkładania różnych zadań. W przypadku prokrastynacji mamy do czynienia z pętlą. Nasze działania nie biegną ustalonym torem, lecz wciąż skręcają na boczne drogi. Powstały supeł informuje, że w którymś momencie w rozumowaniu musiał pojawić się błąd. Tylko zajrzenie za zasłonę niejasności, którymi tak lubimy się otaczać, umożliwia zobaczenie sytuacji z szerszej perspektywy. Przyczyny są dość zindywidualizowane. Przeszkodą w realizacji własnych zamierzeń może być na przykład problem z akceptowaniem efektów swojej pracy i tak usilnym dążeniem do perfekcji, że wreszcie łatwiejsze staje się zaniechanie lub opóźnianie działania. W tym wypadku fałszywym założeniem, którym się kierujemy, jest przekonanie o tym, że musimy (!) osiągnąć najwyższy poziom perfekcji. Doskonałość taka nie jest jednak udziałem żywych ludzi. Jej obraz trwa i ma się dobrze jedynie na poziomie wyobraźni. Innym wytłumaczeniem może być zachwianie równowagi w codziennym życiu. Prokrastynacja w tym przypadku jest odpowiedzią na brak właściwych proporcji w psychicznej „diecie”. Pomocniczo można zadać sobie wtedy kilka pytań:

Ile czasu poświęcam na pracę, a ile na odpoczynek?
Jak odpoczywam?
Czy tak odpoczywając faktycznie odpoczywam?
Jak pracuję?
Czy pracując w ten sposób faktycznie czuję, że robię coś ważnego?
Jak to co robię wpływa na mój obraz siebie?

Zastanawiając się nad tymi kwestiami warto zdobyć się na mniej powierzchowną analizę. Ogólny charakter pytań kusi, aby udzielić równie ogólnych i niewiele wnoszących odpowiedzi. Tymczasem problem nie odnosi się tylko do konieczności ciągłego wykonywania nudnych i nieciekawych czynności. Bardziej istotne jest nasze podejście do pozostałej części czasu i zajęć. Być może nie zarządzamy nią dobrze, więc wszelkie obowiązki traktujemy później jak nieszczęsne krople, które przelewają czarę goryczy. Pogodzenie wielorakich potrzeb zwyczajnie jest niełatwym zadaniem. To, jak sobie z nim poradzimy, wciąż zależy od nas samych.

 

Kłopoty z uwagą i pamięcią

Trudności z realizacją licznych obowiązków często wiążą się ze specyficznym funkcjonowaniem w szybko zmieniającej się rzeczywistości. Codziennie przed naszymi oczami przesuwa się barwny krajobraz, złożony z ogromnej ilości uderzających w nas bodźców. Konieczność nieustannego skupiania uwagi na wybranych aspektach, przy pominięciu całego morza rozpraszających (a nieraz bardziej absorbujących) informacji, wiąże się z nie lada wysiłkiem. Nie tylko może prowadzić do uczucia zmęczenia, ale również do pomijania wielu istotnych kwestii, które zwyczajnie umykają w wyniku ciągłego rozpraszania i przerzucania uwagi. Samemu lenistwu pomaga natomiast skutek w postaci kłopotów z zapamiętaniem wszystkiego tego, co zaplanowaliśmy. Myśli i wyobrażenia przepływają, robiąc na nas małe lub duże wrażenie, po czym nieraz niezauważone toną w gmatwaninie napływających wciąż informacji. Zdarza się, że gdy zabieramy się do realizacji codziennych obowiązków, zaczynamy wykonywać jakieś podstawowe, rutynowe czynności, jednak nie możemy sobie przypomnieć, co konkretnie zamierzaliśmy robić tego dnia. W tej sytuacji łatwo poddajemy się nowym, atrakcyjnym pomysłom spędzania wolnego czasu, zwłaszcza takim, które posiadają większą moc przyciągania i skupiania na sobie uwagi. Co do samego zaplanowanego zadania, to pozostaje niewykonane. Później dopiero z niechęcią orientujemy się, że znów powiększył się stos niechcianych zaległości.

Najprostszym sposobem radzenia sobie z powyższymi trudnościami jest wcześniejsze zadbanie, choćby w pewnym przybliżeniu, o odpowiedni plan. Wybrane na dany dzień zadania najlepiej zapisać, to zaś pociąga za sobą konieczność wypracowanie nawyku regularnego sięgania do takich zapisków, umieszczanych np. w kalendarzu. Ważną umiejętnością zdaje się również poskramianie naturalnej skłonności do rozpraszania uwagi, a następnie przykuwania jej przez bodźce bardziej interesujące. Z tej perspektywy praca przy komputerze, włączonym radiu czy telewizorze, to niestety wystawianie się na potężne ryzyko. Komputera, ze względu na wykorzystywanie go w pracy, najczęściej wyeliminować się nie da, co przynosi dobrze już znane efekty. Dzięki komputerom możemy wykonywać wiele zadań bez ruszania się z miejsca, a jedynie za pomocą myszki czy klawiatury. Klikając robimy zakupy, płacimy rachunki i zdobywamy wiedzę. Wreszcie dochodzi do tego, że męczące staje się samo klikanie. Musimy więc i z tym związane czynności odpowiednio sobie dawkować. Samo przeszukiwanie i wybieranie interesujących nas treści (tu i ówdzie przerywane pojawieniem się innego rodzaju ciekawych informacji, przed którymi zatrzymujemy się bezwiednie, jak przed pełną błyskotek witryną sklepową) przeważa nad konkretną, nastawioną na bezpośredni efekt pracą. Znużenie ogarnia nas na widok zbyt długiego tekstu, szukamy więc jeszcze szybszej drogi – korzystamy z nieprzebranych zasobów wizualnych. Niestety nie wszyscy, którym w zaciszu własnego domu udzielamy głosu, potrafią streszczać się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Wymogi są coraz większe, mamy więc i adekwatną formę rozrywki. Śledzimy znakomite w prędkości wypowiedzi memy, które dobrze nadają się do karmienia lenistwa – przy minimalnym wysiłku jesteśmy w stanie wciągnąć się na całe godziny. Czasu, którego powinniśmy mieć więcej w związku z tymi wszystkimi udogodnieniami, zaczyna oczywiście brakować…

Wiele cech naszej codzienności może wzmagać tendencje do opieszałości i marnowania czasu, który staje się coraz droższym i bardziej ekskluzywnym towarem. Należy przyznać, że w niektórych przypadkach dobre zorganizowanie i wykorzystanie czasu jest całkiem sporym wyzwaniem. Co ważne, nie zwalnia nas to z żadnego obowiązku. Walka z lenistwem czasami bywa po prostu trudniejsza niż zwykle – trudniejsza, ale nie niemożliwa.

 

Fot.: lazy-time, autor: Ursolya, stock.tookapic.com

4 thoughts on “Lenistwo powszednie

  1. Artykuł, który pozwala lepiej zrozumieć swoje (na pozór) niezrozumiałe zachowania – bardzo interesujący 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *