Rozmowa jak balsam

rola rozmowy, komunikacja międzyludzka, savoir vivre, psychologia

Kto z nas nie potrzebuje rozmowy? Czy jest prostsza droga do nawiązania kontaktu z innymi? A jednak, nie zawsze potrafimy dobrze używać tego narzędzia. Doprowadzamy do jego wyjałowienia lub próbujemy egoistycznie zawładnąć czasem potencjalnych słuchaczy. Nie musi tak być.
 

Trudno wyobrazić sobie świat bez możliwości rozmowy. Potrzebujemy obecności i słów innych ludzi nie tylko po to, by poznawać rzeczywistość, ale również po to, by lepiej poznawać i rozumieć samych siebie. Rozmowa w swych następstwach wykracza daleko poza zwyczajne przekazywanie informacji. To narzędzie nawiązywania i podtrzymywania więzi, pierwszy środek zaradczy w przypadku rozwiązywania konfliktów i wyjaśniania nieporozumień, źródło inspiracji i motywacji do działania. Kiedy więc korzystamy z jej możliwości i stosujemy jak kojący i wzmacniający balsam? Kiedy rozmowa spełnia swoją rolę, a kiedy jednak nie?

 

Rozmowa się zdarza

Zacznijmy od oczywistości, która niestety razi często pustką. Tworzenie i podtrzymywanie więzi to jedna z naszych podstawowych potrzeb. Cóż za okrutną karą jest izolacja i brak możliwości choćby powierzchownego kontaktu z innymi! Pozbawieni wymiany myśli, tracimy również ważny punkt odniesienia, który pozwala na adekwatne pojmowanie i ocenianie świata. Ryzykujemy więc zaplątaniem się w mało zgodne z rzeczywistością wyobrażenia, które trudno zweryfikować w samotności. Ponadto warto się zastanowić, czy szybka i ogólnikowa wymiana zdań lub rozmowa czysto wirtualna spełnia swoje zadanie. W pewnym stopniu tak, lecz zdaje się, że potrzebujemy też czegoś więcej. Rozmowa to szansa na ukazanie prawdziwego obrazu siebie, który zostanie zaakceptowany i dalej wspólnie odkrywany. Razem z przychylnym i żywo zainteresowanym kompanem możemy poszukać właściwego kształtu i sensu życiowych doświadczeń. Innymi słowy, bez względu na osobiste plany, brak czasu i inne ważne okoliczności, potrzebujemy przyjaciół i potrzebujemy prawdziwej rozmowy.

 

Ja mówię – ty słuchasz, ty mówisz – ja słucham

Nieraz umykają nam najbardziej podstawowe zasady. Na przykład ta wynikająca z samej definicji rozmowy, uświadamiająca nam, że czas poświęcony na rozmowę należy się wszystkim jej stronom. Po własnej wypowiedzi powinniśmy zatem umożliwić wyrażenie opinii pozostałym rozmówcom. To jednak nie wszystko, gdyż liczy się także jakość słuchania cudzych wypowiedzi. Słuchać należałoby na sposób czynny, wykazując zainteresowanie lub przynajmniej nie demonstrując znudzenia. Piszę o tym, ponieważ często możemy spotkać się z następującym obrazem rozmowy dwóch osób. Oto jedna z nich mówi z zaangażowaniem i szybko, zaś druga, która chwilę wcześniej skończyła mówić, zdaje się słuchać, choć prawdopodobnie niewiele ostatecznie słyszy. Zdradzają to jej oczy, błądzące bezwiednie po ścianach pomieszczenia lub elementach krajobrazu oraz ciche i delikatne, acz zniecierpliwione westchnięcia. Osoba mówiąca stara się wysławiać maksymalnie szybko, by pomimo niesprzyjających warunków (odczytywanych z przedstawionej mowy ciała) przemycić jednak interesujące ją treści. Zdarza się i tak, że język już jej się plącze i dech wreszcie zapiera, a jednak uwagi rozmówcy przykuć nie może. Kończy więc co prędzej kwestię, żałując nieszczęśliwego interlokutora i swoich własnych daremnych słów. Nie chodzi zatem tylko o sam bilans (ja mówię tyle i ty mówisz tyle, ja udaję, że słucham i ty udajesz, że słuchasz), ale także o autentyczne zaangażowanie i szacunek dla partnera rozmowy. Bolesnym faktem jest to, że często ktoś pozostaje samotny ze swoją historią, a my nie potrafimy pochylić się nad jego słowem i doświadczeniem. Jesteśmy zbyt przejęci „sprzedaniem” własnych myśli i nawet nie próbujemy ukryć lekceważenia dla innych. Zwyczajnie – stało się to niestety czymś naturalnym. Rozmowa bawi, gdy rozmawiamy na interesujące nas tematy i gdy sami możemy mówić, czerpiąc z niej korzyści. Kiedy jednak mogłaby przerodzić się w bezinteresowny dialog z drugą osobą, natychmiast przestaje być atrakcyjna. Wydaje się, że w dłuższej perspektywie takie podejście nie przyniesie zadowalających rezultatów. Cóż z tego, że raz czy drugi uda nam się najeść do syta, nie dzieląc się z innymi, skoro bez długotrwałej wzajemności i tak możemy kiedyś być głodni.

 

Czas, miejsce i odrobina wyczucia

Szczęśliwi ludzie, którzy potrafią dobrać odpowiednie warunki do rozmowy. Mają spore szanse na to, że osiągną zamierzony cel. Jeśli pragną się komuś zwierzyć, to wybiorą ciche, spokojne miejsce. Jeśli zechcą w szczegółach opowiedzieć dwutygodniową podróż, to niekoniecznie w czasie dziesięciominutowej przerwy między zajęciami. Jeśli stwierdzą, że osoba, która poświęca im czas, nie ma go zbyt wiele, przekażą tylko najważniejsze informacje, nie nadużywając jej cierpliwości. Gdyby starali się pozyskać czyjąś uwagę lub, co gorsza, konkretne zobowiązanie za wszelką cenę, bez zważania na kontekst, odnieśliby prawdopodobnie odwrotny do zamierzonego skutek. Mogłoby nim być nie tylko zlekceważenie przez nagabywaną osobę, ale również wzbudzenie w niej negatywnych emocji i niechęci, skutkujących unikaniem natręta w przyszłości. Uwzględnienie okoliczności towarzyszących rozmowie ma także bardziej delikatny wymiar. Trzeba wziąć pod uwagę możliwość wkroczenia w sferę prywatności rozmówców. Możemy się bowiem do nich zbliżyć tylko na tyle, na ile sami nam na to pozwolą, taktownie respektując ich prawo do ochrony sfery osobistej. Z tego punktu widzenia ujawnianie poufnych informacji o kimś w towarzystwie, często wprowadzające taką osobę w zakłopotanie, jest zachowaniem niedopuszczalnym. Jest to ważne zwłaszcza w przypadku konwersacji z udziałem większej liczby osób, kiedy szczególnie kusi perspektywa zabłyśnięcia jakąś sensacyjną wiadomością lub niewybrednym żartem. Żarty zaś wtedy spełniają swoją rolę, kiedy są zabawne (lub przynajmniej nie nieprzyjemne) dla wszystkich.

 

Ostrożnie ze szczerością

To kolejny wrażliwy punkt, odnoszący się zresztą do poprzedniego akapitu. Niejednokrotnie mamy do przekazania mniej przyjemne, niekorzystne lub krytykujące informacje. Często bywają niezwykle wartościowe i potrzebne, zwłaszcza gdy wypowiadamy je z pozycji dobrych przyjaciół, którzy działają dla dobra bliskich. Warto jednak pamiętać, że takie sytuacje wymagają szczególnej rozwagi i taktu, uwzględnienia okoliczności, jakie akurat występują, oraz uczuć drugiej osoby. Najlepszym sposobem jest szczere zapewnienie jej o naszym wsparciu i chęci pomocy, a nie prawienia złośliwości, oraz podkreślenie wszystkich pozytywnych aspektów, jakie przychodzą nam do głowy. Oczywiście powinno się to odbywać w przyjaznej atmosferze, odpowiednim miejscu i czasie, kiedy mamy prawo przypuszczać, że przekazane informacje będą pomocne, a nie szkodliwe. Samą interesującą nas kwestię warto poruszyć z największą delikatnością, odpowiednio dobierając słowa (rezygnując ze sformułowań zbyt kategorycznych i jednoznacznie potępiających, nie mówiąc już o zwrotach niekulturalnych i obelżywych), w zależności od osoby, do której je kierujemy. Nie oznacza to, że mamy zabawiać się w rozmydlające wszystko eufemizmy, ale że granica między autentyczną troską, a chęcią uderzania w kogoś własnymi racjami jest bardzo cienka. Nieraz argument głoszenia prawdy wykorzystywany jest do usprawiedliwiania grubiaństwa i chęci upokorzenia innych, co jest sporym nadużyciem. Przecież wystarczy zastanowić się, jak zareagowalibyśmy, gdyby ktoś nas znienacka potraktował ową trudną prawdą, przed którą trzeba się ukorzyć. Oczywiście wielu z nas powie, że takiej sytuacji się nie lęka, znając dobrze siebie lub nie mając powodów do wstydu, jednak tego typu stwierdzenia uważam, delikatnie mówiąc, za dość naiwne złudzenia. Naiwnym jest również oczekiwanie od kogoś, komu w „dobrej wierze” nawymyślaliśmy, nie przebierając przy tym w słowach, podziękowań i posypania głowy popiołem. Zamiast tego można raczej spodziewać się chęci odwetu i odrzucenia nawet wartościowych faktów, które niestety udało nam się skompromitować.

Aby zakończyć pozytywnym akcentem proponuję skupić się na kojącej specyfice balsamu. Rozmowa może, podobnie jak on, wzmacniać i uspokajać. Kojarzy się z ciepłem obecności bliskich osób i mnóstwem rzeczy pięknych a niewidocznych, jak subtelne działanie serdecznych słów, szczerego uśmiechu czy przyjaznego spojrzenia. Rozmowa może być jak delikatny dotyk balsamu, dodający miękkości i łagodności naszemu spojrzeniu na siebie i innych ludzi.