Co nam powie autorytet (cz. II)

autorytet, psychologia

Kilka słów o tym, jak odróżnić autorytety udawane od autorytetów rzeczywistych, wtedy gdy stajemy w obliczu porażających charyzmą guru i specjalistów od życia innych ludzi.

Aby uzupełnić ostatnie rozważania o wpływie przeróżnych autorytetów i „autorytetów” na nasze życie, warto zatrzymać się nad szczególną grupą fachowców. Mam na myśli wszelkiej maści „specjalistów od życia”, ludzi wywodzących się z rozmaitych środowisk, których wspólną cechą jest umiejętność wywierania wpływu na innych i silne przekonanie o słuszności swoich przekonań, dzięki którym bez zażenowania mogą pomagać i przewodzić.

 

Złoty środek lub czary-mary

Tak to już jest, że na każdy problem chcielibyśmy mieć niezawodny i szybki środek zaradczy, coś co pozwoliłoby skrócić mozolną drogę pod górę, odnaleźć jakieś ukryte dobrodziejstwo. Praktyka nieuchronnie sprowadza nas jednak na ziemię, pokazując, że najczęściej potrzeba sporo czasu i wysiłku, by wydobyć się z tarapatów lub przeprowadzić korzystną zmianę. Mimo to, co jakiś czas pojawia się nowy złoty środek, nowa rewelacyjna terapia i tym podobne oferty, gwarantujące szybkie i bezbolesne rozwiązanie trapiących ludzkość problemów.

Szczególnie na gruncie psychologii niestrudzenie rozwijają się koncepcje rzekomo odkrywcze i zdolne do masowej produkcji cudów. Każda pociąga za sobą jakieś grono wyznawców i propagatorów, nieraz stwarzając pozory naukowości, żadna jednak aż dotąd nie okazała się na tyle skuteczna, by stać się jedyną sensowną alternatywą. Przeciwnie – mnożą się i rozrastają, niejednokrotnie zmieniając kurs i rozpoczynając karierę w nowych miejscach, jeśli w swoim pierwotnym środowisku zdążyły się już skompromitować.

Nieraz mamy do czynienia z koncepcjami bardzo modnymi (dobrym przykładem jest tzw. pozytywne myślenie, które z naukowego punktu widzenia w żadnym razie nie jest czymś wszechmocnym, ani nie rozwiązuje każdego problemu, a jednak zrobiło ogromną karierę, przeradzając się nawet w coś na kształt kultu), nieraz z mniej znanymi terapiami, które wabią bezkompromisowymi i prostymi odpowiedziami na najtrudniejsze nawet pytania i gwarantują znakomite efekty, możliwe do uzyskania przy korzystaniu z konkretnego zestawu ćwiczeń oraz przyjęciu określonej filozofii. W skrajnych przypadkach może się to skończyć problemami zdrowotnymi lub nawet śmiercią (!), żeby wymienić chociaż terapię Holding*.

Niestety bardzo często odbiorcami różnych szkodliwych lub bezsensownych oddziaływań terapeutycznych są dzieci. Z tego powodu każda brana pod uwagę metoda powinna być dokładnie sprawdzana pod kątem dostępnych informacji. Jeśli badania naukowe dotyczące konkretnej terapii dają negatywne lub sprzeczne rezultaty (interesują nas jedynie badania bezstronnych naukowców, których wyniki są publikowane w renomowanych czasopismach), to najlepszym wyjściem będzie zrezygnowanie z wątpliwej formy pomocy. Podobnie, powinniśmy mieć świadomość, iż wystawiamy się na duże ryzyko, korzystając z koncepcji operujących dziwacznymi, mglistymi pojęciami, których pojmowanie często wymyka się rozumowi, stwarzając wrażenie tajemniczości i magicznych oddziaływań.

 

Ci, którym się powiodło

Zdarza się, że spotykamy ludzi, którzy mogą pochwalić się sporymi osiągnięciami i z pomocą licznych oraz nietuzinkowych doświadczeń są gotowi pokierować naszym rozwojem, sprzedając swoistą receptę na sukces. Ich wskazówki często bywają pomocne, trzeba jednak pamiętać o pewnych ograniczeniach, które zawsze towarzyszą tego typu radom.

Żyjemy w dość skomplikowanej rzeczywistości, w której ilość oddziałujących na nas czynników sprawia, że wszelkie naukowe poszukiwania na gruncie nauk społecznych muszą (w imię badawczej poprawności i uczciwości) być gęsto okraszane zwrotami: „w zależności od”, „prawdopodobnie”, „z dużym prawdopodobieństwem”, „jeśli …, to być może” itd. Nie możemy mieć pewności, że np. dwie podobne do siebie osoby wykonają jakieś polecenie w identyczny sposób lub że dany rodzaj terapii będzie tak samo efektywny dla wszystkich jej uczestników. Za każdym z nas stoi cała armia jemu właściwych cech, zdarzeń, decyzji i okoliczności, kształtujących indywidualną ścieżkę rozwoju.

Jeśli więc ktoś chce podzielić się z nami przykładowo wiedzą o tym, jak w krótkim czasie każdy może zostać milionerem, oznacza to, że najprawdopodobniej dowiemy się tego, jak jemu samemu się to udało. Z naukowego punktu widzenia ktoś taki, aby mieć całkowitą pewność, że identyczne oddziaływania pozwolą na identyczny sukces, musiałby zastosować je wobec swoich wiernych kopii (przypuśćmy klonów, poddanych podobnemu treningowi środowiskowemu). W praktyce jednak, z podobnych rad jest w stanie skorzystać tylko jakiś procent zainteresowanych.

Warto o tym pamiętać i głębiej zastanowić się nad tym, od kogo i jakich rad rzeczywiście potrzebujemy. Być może dla niektórych zaskakującym będzie fakt, że pod wieloma względami nie znajdziemy lepszego punktu wyjścia niż doświadczenie własnych rodziców. Są to osoby, które przeszły przez życie z bardzo podobnym do naszego wyposażeniem genetycznym, stwarzając nam takie a nie inne warunki środowiskowe. Ich doświadczenie w poruszaniu się po świecie i korzystaniu z jego zasobów jest bezcenne, jeśli weźmiemy pod uwagę mądrość zdobytą po popełnieniu określonych błędów lub odnalezieniu indywidualnych rozwiązań. Nie musimy się martwić, osiągnięcia rodziców nie są kresem naszych własnych możliwości. Z całą pewnością są jednak ich początkiem. Dobierając najpotrzebniejsze informacje i najlepszych informatorów, musimy w końcu wyruszyć – w swoją drogę, w swoich butach.

 

Pierwsza część artykułu: Co nam powie autorytet

*Zainteresowanych odsyłam do pozycji Tomasza Witkowskiego „Zakazana psychologia. Tom 2”, poświęconej m.in. szkodliwym i kontrowersyjnym terapiom dziecięcym.