Opowiastki i inne krainy – cz. I

Opowiadanie psychologiczne, opowieści, opowiastki

Opowiastki to nie tylko słowa i informacje. To również bogate w znaczenia miejsca – szare i kolorowe, zwykłe i niezwykłe zarazem. To przede wszystkim ludzie – tacy, jakich znamy, a może i tacy, jakich jeszcze nie znamy. Zapraszam w podróż nie tak daleką, ale i nie tak oczywistą, jakby mogło się wydawać. W podróż w głąb, w poprzek i na ukos siebie, do miejsc jasnych i ciemnych, świetlistych i matowych, do miejsc tylko naszych.

 

I.
Luluś i Dziadek

 

Tuż po Nowym Roku śnieg przykrył mały domek i pole Dziadka. Prawdę mówiąc, śnieg zasypał całe Opowiastki, a Luluś nie wykluczał nawet, że i cały świat mógł być zasypany. Właśnie obchodzili urodziny Babci, gdy za oknem pojawiły się oznaki burzy. Gęste płatki śniegu tańczyły gwałtownie na wietrze, dały się słyszeć grzmoty, a błyski co jakiś czas rozświetlały ciemne niebo. Chłopczyk odkleił nos od szyby, by jeszcze raz spojrzeć na drewniany kuferek ustawiony na kominku. Był to niezwykły kuferek i w całości należał do niego. Niestety brakowało kluczyka, przez co kuferek był ciągle otwarty – każdy, kto tylko zechciał, mógł podnieść drewniane wieko i zajrzeć do środka. To właśnie nie podobało się Lulusiowi, ponieważ postanowił trzymać w kuferku skarby. Wiedział przy tym dobrze, że najprawdziwsze skarby muszą być ukryte przed wzrokiem postronnym i nieprzygotowanym. Westchnął cicho i usiadł na kolanach Dziadka, który właśnie opowiadał wszystkim, jak to było, kiedy Dziadek, Luluś i Czarny znaleźli Lulusiowy kuferek.
   Całkiem niedawno, w ostatni dzień roku, Dziadek zabrał go na dłuższy niż zwykle spacer. Wracali do domu od tej strony Dziadkowego pola, na której znajdował się wielki kamień. Było to zaciszne miejsce, choć tego dnia wiatr zawodził żałośnie nad długim pasem nieużytku. Czarny zatrzymał się przy kamiennej bryle i, jak to miał w zwyczaju, zaczął obchodzić ulubioną przeszkodę, raz węsząc, raz podnosząc ciemny pysk z podziwem i aprobatą. Trzeba bowiem dodać, że Czarny szczególnie upodobał sobie kamienie, a im był straszy, tym bardziej doceniał ich milczące piękno. Teraz, kiedy osiągnął pełny powagi wiek psiej starości, pogrążał się częściej w zadumie nad kamieniami. Patrzył na nie długo brązowymi, spokojnymi oczami, badając przy okazji zapachy pól, uderzające w powiewach wiatru w jego doświadczony nos. Co prawda, w tym szczególnym dniu niezupełnie tak było, gdyż uwagę Czarnego szybko przykuło coś nowego, coś, co nie pasowało do zmarzniętej trawy wokół kamienia ani do zimowego pola, ani do kiwającego się opodal szpaleru chudych brzózek. Czarny wiedział o tym i dokładnie obwąchał przedmiot, zakłócający spokój uśpionej natury.
   – Co to jest? Co tam masz, piesku? – Dziadek schylił się i podniósł znalezisko, czyli całkiem dużą, drewnianą skrzyneczkę, pięknie zdobioną i wyglądającą na starą.
   – Ale pudełeczko! Kto je tutaj zostawił? – natychmiast zainteresował się maluch.
   – Hm, nie wiem…
   – Mogę je potrzymać?
   – Proszę – odpowiedział Dziadek, podając ostrożnie kuferek, po czym poszedł kilka metrów dalej, aż dotarł do miejsca, w którym Czarny wszczynał właśnie głośny alarm.
   Rozszczekał się nie na żarty na widok czegoś ukrytego w żółto-burej trawie. Luluś również nadbiegł i od razu zawołał:
   – Ojej! Czy to sarenka?
   – Tak, Lulusiu.
   – Ale! Co jej się stało? Czemu nie żyje?! – Wrażliwy chłopiec patrzył ze łzami w oczach na siwo-brązową sierść i nieruchome nogi zakończone bezradnymi racicami. Sarenka leżała we wdzięcznej pozie delikatnego zwierzęcia.
   – Zdaje się, że uderzyła w ogrodzenie sąsiada. Musiała się czegoś wystraszyć. Młoda jeszcze. Chodź, pójdziemy już do domu.
   – Ona tak zostanie?
   – Na razie, tak – odpowiedział Dziadek i podał rękę wnukowi. – Możesz wziąć kuferek.
   – Naprawdę? – zapytał chłopczyk, oglądając się jeszcze. – Jest mój?
   – Tak, tak, twój.
   Gdy nieco oddalili się od smutnego miejsca, Luluś znów zaczął myśleć o kuferku. Był pewien, że nie może to być zwyczajny kuferek. Zwyczajne kuferki nie leżą przy polnych kamieniach, ale stoją spokojnie na półkach starszych ludzi. Tak, na pewno na półkach starszych ludzi, bo Mama i Tata nie mieli nic podobnego, a przecież osobiście zwiedził wszystkie szafy w domu. Więc kuferki starych ludzi zazwyczaj leżą spokojnie w ich starych domach, za to ten kuferek z pewnością należał do kogoś innego. Ale do kogo? Długo nie przychodziła mu do głowy żadna odpowiedź. Myślał właśnie nad tym, gdy nagle dały się słyszeć bliskie wybuchy przeplatane szczekaniem Czarnego. Niespodziewany, próbny pokaz fajerwerków oburzył starego psa – przecież nawet nie było jeszcze ciemno, a już, przedwcześnie, zakłócano porządek. Czarny chętnie rzuciłby się do walki, gdyby tylko wróg nie był tak nieuchwytny. Dziadek i Luluś czas jakiś wpatrywali się w kolorowe parasole, którymi o tej właśnie porze ktoś zapragnął ozdobić niebo.
   – Jak sądzisz, czy ludzie lubią opowieści? – zapytał Dziadek.
   – Tak, bardzo lubią. Ja bardzo lubię.
   – A dlaczego?
   – Bo są fajne. – Luluś nie miał wątpliwości.
   – Tak, opowieści są bliskie sercu. Opowieści sprawiają, że zaczynamy rozumieć to, czego inaczej byśmy nie odgadli, nawet gdyby to znajdowało się tuż przed naszym nosem.
   – Myślisz, że mój kuferek mógłby coś ciekawego opowiedzieć?
   – Myślę, że gdyby umiał mówić, to na pewno – zaśmiał się Dziadek.
   – Wiem, Dziadku! Wiem, co mu się mogło przytrafić!
   – Co takiego?
   – To jest kuferek piratów!
   I w drodze powrotnej Luluś, bardzo zaaferowany, opowiadał wyobrażane dzieje drewnianej skrzyneczki, jak to było, że piraci schowali w niej swoje skarby. Według jego przypuszczeń piraci nie byli tutejsi i nie byli dzisiejsi, a skarb już dawno zaginął, lecz kuferek, wierny świadek tych wydarzeń, pozostał, by wreszcie trafić w ręce Lulusia. Dziadek kiwał głową z uśmiechem i podkręcał wąsa, kiedy maluch mu to wszystko tłumaczył. Wreszcie stanęło na tym, że kuferek kiedyś musiał należeć do piratów, lecz ostatnie koleje jego losu są zupełnie nieznane. Chłopczyk zachodził w głowę, jak to się stało, że w końcu odnalazł się właśnie w tym miejscu, leżąc otwarty, środkiem do zimnej ziemi.
   Gdy Dziadek skończył opowiadać te ostatnie przygody, Luluś myślał nad nowym problemem. Okazało się przecież, że zaginął kluczyk, który otwierał i zamykał kuferkowy zamek. Niestety, aż do tego czasu nie mógł pójść z Dziadkiem na pole, by poszukać kluczyka przy kamieniu. Kluczyk musiał tam przecież leżeć! Teraz jednak śnieg pokrył wszystko, zasypał gęstym puchem pole, kamień i marzenia o kluczyku.
   – Ciekawe – odezwał się Tata. – Wiadomo, że za brzózkami ludzie zrobili sobie małe wysypisko. Być może ktoś postanowił skrócić drogę i wyrzucił kuferek przy kamieniu.
   – Nie! – zaprotestował wzburzony malec. – To nie jest śmieć! To jest kuferek piratów. Ma wyjątkową historię.
   – Tak… możliwe, że to kuferek piratów – poprawił się Tata, gdyż przypomniał sobie, jak to było, kiedy sam w młodości przemierzał pola i błądził po lasach. Miał wtedy swoje oryginalne pomysły na budowę wszechświata i był gotów bronić ich do upadłego. Nie jeden raz, gdy oglądał mowę drzew, targanych nieokiełznaną siłą wiatru, przekonywał się, że te iskrzące galaktyki, które udoskonalał w swoich wizjach, muszą istnieć. Cóż z tego, że nikt ich nie widział albo nie mógł pojąć ich skomplikowanej egzystencji? Czy ktoś uwierzyłby w istnienie wiatru, gdyby go osobiście nie spotykał? Czy mógłby wymyślić lub przeczuwać coś podobnego? A jednak, wiatr był. Niewyobrażalne galaktyki również, być może nie takie, o jakich marzył, ale na pewno takie, których kształtu, koloru, siły i sensu nawet się nie domyślał. Te zaś, które tak dobrze znał, również miały swoje życie. Były i przesuwały się nieustannie w nim samym, razem z przeszywającym wiatrem.
   Luluś patrzył wyczekująco na swoje rodzeństwo, czyli Pierwszego i Minimini. Bardzo chciał wiedzieć, co oni myślą o kuferku. Minimini siedziała lekko przygarbiona i skulona w sobie. Zdawało się, że w ogóle nie słuchała opowieści, a po jej drobnej twarzy przebiegały grymasy znudzenia i jakiegoś dokuczliwego dyskomfortu. W tym właśnie roku miała skończyć osiemnaście lat, lecz ktoś, kto jej nie znał, raczej by na to nie wpadł. Była wątła i po prostu malutka z postury, a przy tym często prezentowała minę bezradnej małolaty. Umiała także milczeć, kiedy trzeba, i przesuwać się bezszelestnie za plecami silniejszych i bardziej energicznych ludzi. Luluś jednak wiedział, że miała swój własny pogląd na przygodę z kuferkiem. Chciał go poznać, a już zwłaszcza pragnął, żeby ona i Pierwszy podzielali jego zdanie.
   – Nie martw się, mały, w życiu też jest tak, jak z twoim kuferkiem – powiedział w końcu starszy brat, który był już całkiem dorosły i miał studia, i kredyt, i zawód miłosny na koncie. – Wydaje nam się, że to niezwykła historia, a potem się okazuje, że nie ma najmniejszego sensu kogokolwiek nią zanudzać.
   – Ale, ale – zabrał głos Dziadek – pozwól, że ja skończę, ponieważ jestem najstarszy i wiem coś więcej o historiach. Potem, kiedy już zobaczymy, jak to prezentuje się nasza historia, potem, znowu okazuje się, że właśnie ta prawdziwa opowieść, nie wymyślona, ale ta, która wydarzyła się naprawdę, jest o wiele ciekawsza. Powiem więcej, jest tak ciekawa, że sami nigdy byśmy na nią nie wpadli.
   – No, nie wiem, czy zawsze tak jest – wmieszała się Minimini. – Skąd mam wiedzieć, czy nie będzie tak, jak na smutnym filmie i moje życie nie zakręci się kilka razy wokół radości i zmartwień, a potem nie poprowadzi donikąd, do bezbarwnego, nijakiego zakończenia?
   Pierwszy pokiwał głową, potwierdzając zasadność pytania. Na chwilę zapadła cisza, jeśli nie liczyć huczenia wiatru i chrapania Czarnego, beztrosko korzystającego z miękkości posłania i bliskości kominka.
   – To już zależy od ciebie – odpowiedziała spokojnie Mama. – Przecież każdy sam gromadzi swoje skarby.
   – Otóż to, właśnie – rzekł Dziadek. – Gdy coś włożysz do kuferka, to i później to znajdziesz.
   Luluś słuchał z zaciętą miną. On to wszystko dobrze wiedział. On to już zaplanował. W tym roku będzie szukał skarbów i wkładał je do kuferka. Znajdzie też kluczyk, żeby skarby były bezpieczne. Spojrzał na Czarnego, leżącego przy kominku, po czym sięgnął po upieczone przez Babcię ciasteczko.
   – Zaraz, chcesz tam włożyć ciastko? – zapytała zdziwiona Minimini, gdy już otwierał kuferek.
   – Tak, miejsce na skarby nie może być puste – odparł poważnym tonem.

 

1 thought on “Opowiastki i inne krainy – cz. I

  1. Przeczytanie tej historii to było bardzo przyjemnych kilka minut! Czekam niecierpliwie na dalsze Opowieści!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *