Momenty, w których jesteśmy sobą – klucze do naszych opowieści

nasza opowieść, być sobą, wgląd

Pod czujnym okiem codzienności musimy dobrze wyglądać. Wiemy, jak zachować się w konkretnych sytuacjach, gdzie są nasze mocne i słabe strony, czego na ogół chcemy i jak zarządzać całym tym systemem, żeby dobrze wypaść przed sobą i przed innymi. Zasadniczo wiemy. Ale jest coś jeszcze. Krótsze lub dłuższe momenty, w których do głosu dochodzi mniej znana część opowieści o sobie.

Kilka miejsc kontaktu ze sobą:

Emocje

Śledząc emocje nietrudno w końcu trafić na siebie. Zwłaszcza wtedy, gdy sam racjonalny umysł przygląda się i dziwi zbyt wybujałym reakcjom. Wiele bowiem mówią silne emocje, a jeszcze więcej te, które są nie tylko silne, ale i nieadekwatne do sytuacji. Na przykład, kiedy reagujemy złością, gdy ktoś jest dla nas miły lub gdy nie cieszy nas osiągnięcie upragnionego celu. W gmatwaninie emocji często nie możemy się odnaleźć i gubimy wątki naszej historii. Zamiast szukać rzeczywistej przyczyny, wolimy wymyślać alternatywne wyjaśnienia, które pozwalają na bagatelizowanie własnych przeżyć (np. stwierdzamy, że naszą złość powoduje tylko i wyłącznie zachowanie innych, którzy nic nie rozumieją i zawsze głupio postępują). Tymczasem emocje mówią dużo więcej o nas, niż o innych i wciąż wracają do prawdziwej opowieści, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie.

Sympatie i antypatie

Otaczamy się ludźmi, którzy pasują do naszych historii. Pełnią w nich różne role. Niekiedy idą z nami pod rękę, niekiedy uzupełniają opowieść o treści, których nie możemy sami napisać. Wbrew potocznym opiniom, iż „przeciwieństwa się przyciągają” (co nie jest pozbawione pewnego uroku i owszem – zdarza się), najczęściej na towarzyszy wybieramy osoby do nas podobne, których cechy wydają się bliskie i raczej uzupełniają nasze braki, niż je podkreślają i demaskują. Natomiast osoby, których nie lubimy lub które omijamy bez wyraźnego powodu, zwracają uwagę na inny, najczęściej ciężkostrawny dla nas zestaw cech. Jeśliby się nad nim zastanowić, bez większych problemów można dowiedzieć się, czego nie lubimy ogólnie, później (wkładając więcej wysiłku) określić precyzyjniej, co nas irytuje, co onieśmiela, a co budzi lęk. Na koniec zaś zadać pytanie jeszcze trudniejsze – dlaczego.

Sytuacje zaskoczenia

Niekiedy mamy szansę poobserwować swoje zachowanie w obliczu niespodziewanych zdarzeń. Często jesteśmy zaskoczeni dwa razy. Pierwszy raz – samą sytuacją, drugi raz – naszą własną reakcją. W zetknięciu z nowymi, nieprzewidzianymi wypadkami nie mamy czasu na myślenie i ustalanie ze sobą właściwej wersji wydarzeń. Nie ma czasu i nie ma mataczenia. Coś jednak się pojawia i warto się temu przyjrzeć. Jest to niereżyserowana, intuicyjna reakcja, która często uświadamia nam, co takiego sobie naprawdę myślimy i jak rozwiązujemy problemy. Na przykład możemy uważać się za ludzi pomocnych i szczerych, lecz w zasadzie nie wiemy, co byśmy zrobili, gdyby ktoś nagle poprosił o znaczną przysługę lub zadał nam niedyskretne pytanie. Pojawiająca się nagle okoliczność wymusza jednak podjęcie konkretnej decyzji i ukazuje nasze faktyczne możliwości.

Gdy czegoś nie rozumiemy

Są też takie wątki, których za nic nie możemy pojąć, choć ludzie wokół dobrze rozumieją ich znaczenie. Można to porównać do chodzenia z plamą na czole. Wszyscy świetnie ją widzą, oprócz samych posiadaczy. Gdy pojawia się podobna sytuacja i otoczenie daje sygnały, że najwyraźniej nie jesteśmy w temacie, warto poświęcić temu więcej uwagi. Prawdopodobnie trafiliśmy na coś interesującego, choć być może kłopotliwego. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których orientujemy się, że nie rozumiemy jakichś oczywistych (dla innych osób) kwestii. Przykładem może być opowiedzenie dowcipu, który tylko nam wydaje się śmieszny i dziwienie się, dlaczego znajomi nie reagują rozbawieniem, a jedynie spoglądają na siebie porozumiewawczo.

Cisza i samotność

Myśli płyną i organizują się stosownie do naszych działań. Jeśli bez przerwy zajmujemy się przerzucaniem uwagi między setkami mniej i bardziej ważnych spraw, prawdopodobnie zabrniemy w końcu w jakiś ślepy zaułek, w którym trzeba już będzie się skupić i zastanowić nad tym, co się dzieje i dlaczego. Chwile wyciszenia i samotności są niezbędne, by dowiedzieć się także wielu innych rzeczy, np. czego tak naprawdę chcemy i jak zamierzamy to osiągnąć. Cisza zbyt często budzi w nas niepokój i skłania do wypełniania jej czymkolwiek (choćby blokiem reklamowym). Uciekając od ciszy, uciekamy od siebie.

Kryzys

Kryzys nie jest przyjemnym doświadczeniem. To miejsce spotkania z dotkliwymi i kłopotliwymi częściami naszej opowieści. Miejsce trudne, ale miejsce rozwojowe. W kryzysie jesteśmy sobą, nawet jeżeli chwilowo funkcjonujemy poniżej własnych możliwości. Pewnych spraw po prostu nie da się rozwiązać inaczej i kryzys staje się jedynym sposobem na dotarcie do bolesnych, zakamuflowanych problemów. A dotrzeć do nich trzeba, gdyż żadna część opowieści nie może zostać wymazana. Nagrodą za zwycięskie przejście przez kryzys jest uzyskanie większej wolności i gotowości do podejmowania nowych wyzwań.