Opowiastki i inne krainy – cz. III

opowiadanie, psychologia, w opowiastkach

III.
Zezul

 

W Opowiastkach nastał czas wiosny, choć wciąż zimnej i nieco ospałej. Luluś wyrwał się z domu pochmurnym popołudniem, wierząc, że uda mu się spotkać tajemniczego Zezula, który zgodnie z najnowszymi odkryciami mógł być prawdziwym piratem. Co prawda, nie wolno mu było oddalać się zbytnio od domowego podwórka, ale liczył na łut szczęścia. Niedawno uśmiechnęło się przecież do niego, właśnie wtedy gdy już wątpił w możliwość rozwiązania zagadki drewnianego kuferka.
   Wszystkie pytania powróciły, gdy u dziadków pojawił się pan Edek. Przyszedł z wizytą dokładnie w tym dniu, w którym i Luluś odwiedził ich mały domek. Gdy tylko wszedł do pokoju z kominkiem, spostrzegł Lulusiowy kuferek i oznajmił, że kiedyś należał do niego. Z początku to martwiło malca, gdyż podejrzewał, że sąsiad zechce go odzyskać. Ale stało się inaczej. Pan Edek oficjalnie podarował go chłopczykowi i nawet opowiedział część jego historii. Jak to po ostatnich większych porządkach stary kuferek dostał się na czarną listę przedmiotów całkiem niepotrzebnych, a w konsekwencji na niewielki stos złomu, gromadzony w niewidocznym miejscu pod płotem, w rogu ogródka. Tam też, według przypuszczeń właściciela, musiał dostać się w ręce Zezula, który to miał brzydki nawyk podbierania złomu z prywatnego wysypiska. Pan Edek przyznał, że nie mógł zdecydować się na ostateczne wyrzucenie kuferka i dlatego zostawił go tymczasowo pod płotem, a gdy zobaczył, że któregoś dnia zniknął, wcale się tym nie przejął.
   Dlatego właśnie Luluś szukał Zezula. Po pierwsze, Zezul mógł coś wiedzieć o kluczyku, po drugie – mógł być piratem i znać mnóstwo ciekawych opowieści. Przeszkodą było jedynie to, że Luluś Zezula nigdy nie widział. Wiedział za to, że prawdziwego pirata poznałby natychmiast, nawet jeśli byłby to pirat nowoczesny i zakamuflowany.
   Mimo że z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu, chłopiec ruszył szybko wzdłuż ogrodzenia, w kierunku głównej drogi, którą każdy kto bywał w Opowiastkach musiał przechodzić. Tam spodziewał się spotkać Zezula. Nie dotarł jednak do drogi, bo gdy mijał wysoki, dużo wyższy od siebie, krzew czerwonej porzeczki, natknął się na starszego brata.
   – Co robisz? – krzyknął, nie rozumiejąc dlaczego Pierwszy akurat teraz i tak powolnym ruchem ściąga kurtkę, nie spuszczając przy tym oka z krzewu.
   – Cicho… – nakazał brat słowem i spojrzeniem. – Nie ruszaj się, mały.
   Luluś zastygnął w bezruchu. Zobaczył jak Pierwszy, trzymając już kurtkę w dłoniach, doskoczył do porzeczkowego krzewu i szybko nakrył go przygotowanym materiałem. Następnie, bardzo zadowolony z siebie, zwinął kurtkę w coś na kształt kuli.
   – Co jest… Co tam masz?
   – Coś. Chodź, mały, to ci pokażę.
   – Ale powiedz!
   – Zaraz zobaczysz. Idziemy do Bramskiej – rozkazał brat i poszedł na sąsiednie podwórze, należące do dobrze im znanej starszej pani.
   Luluś pierwszy dobiegł do drzwi, które otworzyła jakaś młoda kobieta.
   – Cześć – odezwała się przyjaźnie do zdziwionego chłopca. – Ty jesteś Luluś, prawda? Ja jestem Lilka.
   – Cześć – odpowiedział grzecznie chłopczyk, po czym, nieco zbity z tropu, zaczął wpatrywać się w swoje buty.
   Po chwili Pierwszy zjawił się na progu, zamknął drzwi i rozwinął kurtkę. Z jej wnętrza wyskoczyło coś, jakby mała zielona piłeczka, i pofrunęło w stronę okna.
   – Papużka! – krzyknął zaskoczony maluch. – Uciekła ci? – zapytał nową znajomą.
   – Tak. Zapomniałam, że klatka była otwarta i otworzyłam okno. Dobrze, że ją złapaliście.
   – To Pierwszy – przyznał z dumą Luluś. – On ją złapał.
   – Dziękuję! – radośnie odparła Lilka. – Ciocia by mi nie darowała…
   – Nie ma sprawy – rzekł Pierwszy z satysfakcją. Jeszcze nie wiedział, że był to ostatni w tym dniu moment, w którym uwaga dziewczyny skupiała się niepodzielnie na jego osobie.
   A rzeczywiście patrzyła na niego długo i z wdzięcznością. Także dlatego, że Lilka częściej niż inni miewała podobne wypadki. O czymś zapominała, coś potrącała, to i owo wymykało jej się z rąk. Nie całkiem oswoiła agresywny świat rzeczy i równie twardych związków między nimi, które tak bezlitośnie eksponowały nieuchronną k
olej rzeczy – konieczność skutku w następstwie przyczyny. Lepiej czuła się w subtelniejszym świecie, który te same prawa egzekwował z większym wdziękiem i nie tak nachalnie, który dawał więcej czasu i przestrzeni, a sam nic prawie nie zajmował, może poza paroma zakrętami w mózgu. Lilka była posiadaczką osobliwego świata wyobraźni, który czasem boleśnie kolidował ze światem namacalnym. Tego jednak ciocia, czyli pani Bramska, nie wzięła pod uwagę, kiedy prosiła ją o pomoc przy remoncie. Zwyczajnie zapragnęła mieć wzory z kwiatów na kilku świeżo odmalowanych ścianach swojego domu. Nie sądziła oczywiście, że przy okazji może stracić ulubioną papużkę falistą – inaczej zastanowiłaby się przed zostawieniem siostrzenicy samej w domu.
   Niespodziewani goście zostali zaproszeni do środka, by móc podziwiać efekt dotychczasowej pracy artystki. Luluś przypatrywał się wszystkiemu z widocznym zainteresowaniem. Sam też chętnie namalowałby coś na ścianie.
   – Zawsze malujesz takie kwiatki i zawijasy? – zapytał rzeczowo.
   – Nie tylko. Maluję bardzo różne rzeczy.
   – Autko byś mogła namalować?
   – Pewnie.
   – To namalujesz mi?
   – Ej – Pierwszy wtrącił się jak pierwszorzędny nudziarz. – Wystarczy, mały.
   Lilka roześmiała się.
   – Jeśli rodzice się zgodzą, to mogę ci namalować na ścianie autko – odpowiedziała poważnie.
   – Super! – zawołał Luluś. Wiedział już, że Lilka go lubi. Pomyślał więc chwilkę i podszedł bliżej z ufnym spojrzeniem. W tej sytuacji nie mógł się przecież powstrzymać.
   – A nie wiesz, gdzie mieszka Zezul? Muszę go znaleźć – zaczął swój ulubiony temat.
   – Nie wiem, nie znam Zezula – odpowiedziała Lilka, patrząc pytająco na Pierwszego.
   – Pan Edek powiedział, że Zezul jest żulem. Czy to znaczy, że jest piratem?
   – Niezupełnie – odparł Pierwszy.
   – Ale dlaczego go szukasz?
   Chłopczyk opowiedział wszystko ze szczegółami, jak to było z kuferkiem, a Lilka w tym czasie nie przerywała, ani nie ponaglała. Słuchała z uwagą, próbując pojąć nieco chaotyczny tok opowieści. Luluś mówił chętnie, bo rozumiał, że ona to ma. Takie miłe coś, czym nie każdy może się pochwalić. To coś, co pozwala być bliżej innych, co pozwala być najbliżej, bo sprawia, że ich sprawy stają się naprawdę ważne. Gdyby każdy miał kogoś takiego jak Lilka, nigdy nie byłby samotny ze swoją opowieścią. Mógłby komuś takiemu ją opowiedzieć, a ten ktoś też by ją rozumiał, też by ją czuł i też by mu na niej zależało. Lilka była razem z Lulusiem w jego historii.
   Pierwszy uważnie przypatrywał się czemuś za oknem.
   – Masz swojego Zezula – powiedział do brata i od razu tego pożałował.
   Luluś doskoczył do szyby, wyraźnie uradowany. A więc… to on…
   – Chodźmy tam! – zawołał błagalnym tonem.
   Lilka bez zwłoki wzięła chłopczyka za rękę i Pierwszy (choć bez entuzjazmu) otworzył przed nimi drzwi.
   Z nieba padała niegroźna mżawka, a Zezul, drżąc lekko, przemierzał właśnie zdeptany trawnik. Na widok ludzi zdążających w jego kierunku zatrzymał się zdziwiony. Przywykł już do odwrotnego zjawiska – widząc go, przechodnie raczej się odsuwali niż przysuwali, a znajomi omijali z dużym wyczuciem i wprawą. Tymczasem, szedł ku niemu uśmiechnięty chłopczyk i wpatrywał się z takim przejęciem, jak gdyby nie chodziło o starego, przygarbionego włóczęgę, z reklamówką w jednej ręce, a papierosem w drugiej, a jakieś nadzwyczajne zjawisko. Gdy podeszli niebezpiecznie blisko, Zezul nerwowo odchrząknął i zaczął mocniej ściskać swoją wypchaną reklamówkę.
   – Dzień dobry! – uprzejmie odezwał się Luluś.
   – Dobry – padła ostrożna odpowiedź.
   – Mamy taką sprawę… – Pierwszy natychmiast przeszedł do rzeczy. Od początku wiedział, że to jemu przypadnie niewdzięczna rola opowiadania Zezulowi o jakimś kuferku i kluczyku, bez względu na to, czy cokolwiek z tego zrozumie i w jakimkolwiek będzie stanie.
   Zezul zaczął drapać się po głowie, na wpół łysej, na wpół siwej, i drapał się przez cały czas objaśniania problemu kuferka. Na koniec znów chrząknął.
   – Nie wiem – odparł niewyraźnie, oglądając się za siebie, jakby w poszukiwaniu ścieżki ewakuacyjnej.
   Pierwszy pokiwał głową.
   – Nie wie pan, czy miał ten kuferek?
   – Znaczy… yyy… Miałem, ale nie wiem, co z nim zrobiłem…
   – Nie schował go pan na polu? – zapytał nieszczęśliwy Luluś.
   – Yyy… nie.
   – Ale jest pan piratem, panie żulu?
   Zezul znów zaczął drapać się po głowie.
   – Yyy… nie…
   – Ale! Ukradł pan kuferek?
   – Znaczy… yyy… nie…
   Luluś zmarszczył brwi.
   – To jak pan ukradł, że pan nie ukradł? – chciał wiedzieć.
   Odpytywany otworzył szeroko oczy.
   – Nie pamiętam już, jak to było… – odrzekł, wyraźnie zmęczony.
   – To może pan nie pamięta, że jest piratem?
   Na to już Zezul nic nie odpowiedział, czując, że jeśli znów zaprzeczy, pytania nigdy się nie skończą. Pokiwał więc tylko głową, że być może, owszem, może i zapomniał, że jest piratem, kto wie.
   – Skończyłeś już przesłuchanie? – dobiegło Lulusia ciche acz stanowcze zapytanie brata, a przecież jedna jeszcze rzecz nie cierpiała zwłoki.
   – A poszuka pan kluczyka? Proszę! Może on gdzieś jest u pana – rzucił pospiesznie malec.
   – Yyy… poszukam, może jest… – Tym razem odpowiedź była bardziej zachęcająca. Pewnie dlatego, że dawała szansę na ucięcie rozmowy i pozostawienie nagabywanego w spokoju.
   Chłopczyk wysłał do Zezula uśmiech przepełniony nadzieją.
   – Dziękuję – nie zapomniał dodać.

                                                                         
                                   ***

Tego dnia Luluś zapytał jeszcze o coś Dziadka: jak to jest, że ludzie tak dużo zapominają. Przecież Zezul zapomniał, że jest piratem i nie pamiętał, czy ukradł kuferek. Dlaczego tak łatwo zapomnieć kim się jest i co się zrobiło?
   Dziadek myślał nad tym kilka chwil, po czym odpowiedział:
   – To jest tak, że na świecie wciąż rodzą się nowi ludzie. I ci ludzie na nowo wszystkiego się uczą. Nie uczą się nowych rzeczy, tylko czasem uczą się w nowy sposób. I wiedzą jedynie to, czego akurat udało im się dowiedzieć. Nie każdy, na przykład, dokładnie wie, kim naprawdę jest. Ale nawet jeśli już czegoś się dowie, to często zapomina. Tak naprawdę ludzie wciąż o czymś zapominają. Trzeba im wtedy przypominać. Przypominać na nowo, tak żeby zrozumieli, bo oni nie zapominają całkiem, tylko tak, że jeśli się im przypomni, to znów wiedzą więcej. I uczą się dalej.

 
 

1 thought on “Opowiastki i inne krainy – cz. III

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *