Gdy życie nie smakuje i dręczy nas perfekcjonizm

perfekcjonizm, smak życia, psychologia

Można zapytać, o co znowu chodzi z tym perfekcjonizmem. Wiadomo, że co za dużo, to niezdrowo, ale czy samo usilne dążenie do doskonałości jest tak bardzo szkodliwe? Przecież ostatecznie chcemy dobrze, chcemy najlepiej jak się da, czy to źle? Niestety często okazuje się, że bardzo źle. Problem w tym, że w perfekcjonizmie nie chodzi o pokorne kroczenie drogą doskonalenia siebie, ale o bezwzględny przymus bycia kimś, kim się nie jest. Tkwić ze sobą w takim układzie, to zabierać życiu smak w imię niemożliwej do wygrania walki.

Zastanówmy się nad kilkoma kwestiami związanymi z perfekcjonizmem.

Chcieć to móc oraz albo wszystko albo nic

Znamy takie powiedzenia i choć nie są przypisane do perfekcjonistów, to uważam, że bardzo do nich pasują. Perfekcjonizm to z założenia pragnienie konieczne do natychmiastowego realizowania, pewne standardy, którym bezwzględnie trzeba sprostać. Tymczasem nie jest tak, że chcenie od razu oznacza wygraną. Chcieć to po prostu chcieć i nawet jeszcze nie wiadomo, czy to czego chcemy ma faktyczną wartość. Dowiadujemy się tego później. Dlatego pewnie dobrze, że niektórych rzeczy nie da się uprościć i między samym pragnieniem, a osiągnięciem celu znajduje się często niemożliwa do przewidzenia liczba małych kroczków. Mamy szansę się zastanowić, upewnić, czegoś nauczyć, a być może obrać lepszy kurs.

W tym pragnieniu perfekcji kryje się niestety ziarno pychy. Oto z jakiegoś powodu chcielibyśmy przeskoczyć naraz kilka poziomów, od razu mieć wszystko. Co to za powód? Możemy się obrażać na rzeczywistość lub próbować jej zaprzeczać, ale ona i tak boleśnie zweryfikuje nasze wyobrażenia. Jeżeli jesteśmy w danym miejscu, to wyobrażenia nie sprawią, że będziemy w innym.

Cierpliwość nie w modzie

Zdaje się, że cierpliwe czekanie na cokolwiek nie leży w kompetencjach współczesnego człowieka. Tak jakby sądził, że wszystko od razu mu się należy. Takie podejście może wyrządzić więcej szkód niż wytrwała praca i pokorne przyswajanie lekcji, jakie niesie życie. W cierpliwości tkwi siła i spokój, zrozumienie siebie, pogodzenie się z naturą rzeczy. Jeśli mamy w sobie cierpliwość, znajdziemy też czas, by poczuć smak życia.

Przede wszystkim przyda nam się cierpliwość do samych siebie – poczynając od zobaczenia siebie w prawdziwym świetle, poprzez zaakceptowanie tego, co się zobaczyło, aż po mozolną pracę nad sobą i swoimi zadaniami. Być cierpliwym dla siebie, to także kochać siebie i sobie ufać.

Kwestia lęku

Lęk jest potężnym sprawcą naszego cierpienia i czynnikiem, który bierze udział w powstawaniu licznych problemów psychicznych. To również on popycha nas w stronę perfekcjonizmu. Często odczuwamy lęk np. przed porażką, upokorzeniem, pomyłką. Boimy się zrezygnować z bycia perfekcyjnym i boimy się być sobą, a przy tym stanąć oko w oko z prawdziwymi problemami. Nie ma wyjścia, z lękiem trzeba będzie się zmierzyć, nim uda nam się zostawić go za sobą.

Co świat powie na to, że jesteśmy niedoskonali?

Nic. Ostatecznie innych ludzi to w ogóle nie interesuje. Owszem, często się nam przyglądają, ale głównie zajmują się własnym życiem. Nie musimy być doskonali, ważne żebyśmy byli wewnętrznie żywi i nie poddawali się rezygnacji, lenistwu, próżności, pysze, zakłamaniu i innym przeciwnościom, które sami sobie stwarzamy.

Coś znowu się nie udaje, coś nie działa, coś źle działa. Jak to wytrzymać?

Tak, coś wciąż się nie udaje, ponieważ wciąż nie znaleźliśmy właściwego sposobu, żeby to osiągnąć. To nic, po prostu potrzeba pracy i czasu. Tak już jest – coś nie zadziała, skoro jeszcze nie potrafimy tego dobrze zrobić. I spokojnie, zdążymy się nauczyć.

Rezygnując z perfekcjonizmu, będziemy musieli pogodzić się z niejedną bolesną prawdą. Od tej pory, prawdopodobnie będziemy postępować do przodu małymi kroczkami, więc przyda się cierpliwość i autentyczna chęć uczenia się w drodze do celu. Warto tę swoją drogę polubić. Nieraz będzie na niej trudno, ale znajdą się i takie odcinki, które przejdziemy tanecznym krokiem.